Praca w domu

Jako, że pracuję w domu mam niemało czasu na przeglądnie globalnej sieci Internet i odwiedzanie moich ulubionych blogów wielotematycznych, gdyż znacząca większość uczę się i wykorzystuje w swoim życiu w tym momencie z nich. Kreowanie stron www to mój zawód, niemniej jednak uwielbiam na prawdę różnorodne publikacje o medycynie, czy też coraz w większości wypadków czytany zagadnienie legalizacji marihuany. Mój ulubiony bloger umieszcza różnorodne przeglądy firm (przedsiębiorstw, działalności jednoosobowych, spółek), dzięki czemu wiem gdzie nie dzwonić w razie awarii. Męskie czytanie czyli artykuły o hydraulice i artykuły o elektryce zostawiam mężowi, niemniej jednak sama lubię np poczytać o czymś mało mi znanym. Ostatnimi czasy zostały to targi antyków.

Ostre papryki i antyki

Uprawiam w mieszkania ostre odmiany papryczek. Po zbiorach wchodziłam na blogi wielotematyczne i szukałam sposobności na ich przerobienie. W jednym artykule o medycynie przeczytałam, że są one bardzo zdrowe i odpowiednie dla ludzi z podwyższonym ciśnieniem, czyli dla mojego męża. Temat zainteresował mnie, ponieważ mąż zajmuje się projektowaniem stron www i takie miał zlecenie. Na tych blogach jest jeszcze sporo przydatnych informacji. Mężowi kazałam zainteresować się artykułami o elektryce i artykułami o hydraulice. Sama w pewnych sytuacjach z nudów czytam dziwne rzeczy rodzaju legalizacja marihuany czy niedawno nawet praca związana z antykami. Ostatnimi czasy znalazłam dosłownie przegląd firm/spółek/korporacji sprzedających odpowiednie nawozy do moich papryczek.

Leki z konopi

Każdy Polak powinien wiedzieć, że nie tak dawno nastąpiła legalizacja marihuany (wydarzenie dosłownie historyczne) w naszym pięknym państwie. W chwili obecnej każdy interesujący się koncepcji jakie to będą dostępne leki z marihuany i jak je dostać. Temat dość rozległy, ale jak to mówią dla chcącego nic trudnego. Kolega mnie w to wciągnął i powiem, że warto było trochę poszperać, aby teraz być odrobinę mądrzejszym.

Artykuły portal, blog i nie tylko

Zmieniłam zadnie na temat legalizacji marihuany po przeczytaniu wpisu na pewnym blogu wielotematycznym. Był tam artykuł o medycynie mówiący o jej leczniczych właściwościach na drobne dolegliwości, ale też na poważne choroby. Przekonało mnie to. Przeglądając dalej to miejsce pełne cudów trafiłam na wesela imprezy balony w roli główniej, nie szło oczu oderwać takie to było piękne. Wszechobecne jak na każdym blogu artykuły o elektryce i artykuły o hydraulice również musiały być, bo jak inaczej. Co więcej trafiłam na przegląd firm (przedsiębiorstw, działalności jednoosobowych, spółek) zajmujących się projektowaniem stron www i było napisane, z usług których nie należy korzystać. Warto wiedzieć gdzie taki spis istnieje ewentualnie. Przeczytałam jeszcze wpis dotyczący przemytu z Kolumbii w meblach, a dokładniej antykach. Podobno kiedyś metodę nie do wykrycia.

Blog marihuana

Ciekawy blog marihuana rusza lada dzień. Wszystko dla miłośników tematu zielonego dymku. Dowiesz się gdzie najlepiej zakupować bezcenne pestki, jak działa medyczna marihuana oraz dlaczego warto ją palić, bo jeżeli już ktoś twierdzi, że nie warto to się nie zna i z całkowitą pewnością jest bladym z depresją, nudnym człowieczkiem – z pewnością w każdym momencie można to wyedytować.

Projektowania stron internetowych

Para się projektowaniem stron internetowych WWW i jakiś czas temu weszło mi zlecenie dotyczące zaprojektowania bloga wielotematycznego. Klient chciał posiadać tam dosłownie wszystko, począwszy od przeglądów korporacji każdego typu, poprzez wychwalanie antyków, a kończąc na modzie. Chciał złapać każdego ewentualnego kontrahenta, by jego blog miał dość dużo czytelników. Jako, że posiadaczem był mężczyzna to chciał coś również dla prawdziwych majsterkowiczów, czyli publikacje o elektryce i publikacje o hydraulice. W późniejszym czasie jak blog się rozwinie umieszczę tam sponsorowane adresy www i dzięki temu przeglądający artykuły o medycynie czy czytając o legalizacji marihuany będą zadowalać mojego kontrahenta finansowo.

Blog o bogatej tematyce

Kto nie zastanawiał się nad różnicą między blogiem jednotematycznym a blogiem wielotematycznym. Kiedyś w szkole o tym rozmawiałam z dziewczynami i zdania były podzielone. Słyszałam, że na tym pierwszym piszą przede wszystkim artykuły o elektryce czy podobne artykuły o hydraulice, czy inny jeden dany zagadnienie. Ten drugi rodzaj bloga znowu może pisać dosłownie o Ci czy to są publikacje o medycynie, modzie czy wręcz o legalizacji marihuany. A do tego wszystkiego dochodzą przeglądy firm/spółek/korporacji i wpisy osób zajmujących się najróżniejszymi zawodami, jak produkowanie stron internetowych WWW czy sprzedaż antyków. Moje zdanie w tym temacie jest takie, że i na jednym i na drugim każdy ma możliwość znaleźć coś odpowiedniego dla siebie.

Jak usuwać olejne farby?

 



Bardzo ciekawa półka eklektyczna którą wykonano pod koniec XIX wieku. Jest to szczególnie dekoracyjny mebel przykuwający uwagę swoim designem. Charakterystyczne dla tej półki są bogato rzeźbione podpory boczne oraz dodatkowo płyciny w ramkach które wyklejono wspaniałą okleiną z orzecha.  Ogół jest pięknie skomponowana dzięki czemu mebelek zachowuje właściwe proporcje i mimo bogatej formy nie wydaje się przesadzony.
Powyższa półka jest wybornym przykładem mebli w typu eklektyzmu które w znaczącej większości cechowały się bogactwem szczegółów rzeźbiarskich.

WYMIARY: blat półki 150 x 23 cm, wysokość 38 cm.
Mebelek przeszedł renowację, poprzednio cały był zamalowany żółtą farbą która bardzo go szpeciła.

Przy okazji mielibyśmy ochotę napisać parę zdań na temat usuwania starych farb olejnych z powierzchni dębowych. Nie wiem czy ktoś z czytelników zdaje sobie sprawę niemniej jednak całkowite i skuteczne usunięcie białej lub jakiejkolwiek innej jasnej farby z drewna dębowego jest bardzo skomplikowane. Otóż dąb odróżnia się tym, że posiada dużo głębokich mikroporów w usłojeniu. Zazwyczaj tak się zdarza, że farba którą jest pomalowane drewno dębowe wnika głęboko w pory i pozostaje tam na stabilne. Próby usunięcia jej chemicznie przy pomocy zmywaczy nie dają odpowiednich wyników. Powinno się kilkukrotnie nakładać zmywacz i spłukiwać go z użyciem denaturatu, najlepiej szczotkując w dodatku powierzchnię drewna szczoteczką o drobnym i miękkim mosiężnym włosiu. Wielu konserwatorów do spłukiwania zmywacza i pozostałości farby wykorzystuje drobnych trocin spod piły. Efekty spłukiwania z użyciem trocin i szczoteczek są podobne.
Może ktoś zapytać czemu nie szlifuje się powierzchni zamalowanych mebli, przecież to łatwiejsze i tańsze niż zmywanie. Otóż odpowiedź jest bardzo prosta. Szlifowanie może bardzo zaszkodzić meblom, wyjątkowo tym które są pokryte okleiną, może doprowadzić do jej przetarcia. Oprócz tego w większości wypadków nie da się szlifować powierzchni zamalowanej farbą bez wcześniejszego jej zmycia ponieważ papier ścierny potrafi się pozaklejać drobinami farby po paru sekundach pracy. Zatem co żeby nie mówić to w wielu sytuacjach nie uda się pominąć zmywania.
Jednakowo jak ze szlifowaniem posiada się sprawa z użyciem opalarek – jest ono całkowicie wykluczone w wypadku mebli w okleinie ponieważ doprowadza do odklejenia forniru od konstrukcji i tym samym zniszczenia mebla.
Co ciekawe gdy z dokładnością oczyścimy powierzchnię dębu ze starej i niepotrzebnej farby jest ona matowa i czysta to wydaje się, że wszystko jest ok. Nic bardziej mylnego ponieważ w momencie gdy nakładamy politurę to się okazuje, że w mikroporach ujawnia się szereg jasnych cętek które uprzednio nie były widoczne.
Więc moja rada jest taka, że przed przystąpieniem do ostatecznego politurowania należny zrobić próbę i zapoliturować wstępnie fragment powierzchni aby się przekonać czy wystarczająco oczyściliśmy drewno. Nieraz zabieg czyszczenia powinno się powtórzyć, nieraz okazuje się, że należy się pogodzić z pewną ilością mikro-plamek.
Sprawa oczyszczania powierzchni dębu z farb w odcieniach brązu albo czerni jest łatwiejsza ponieważ pozostałości farby dobrze zlewają się z tłem i nie widać ich zupełnie po zapoliturowaniu.
Problem mikro-pozostałości farb w usłojeniu nie tyczy się niemal wcale drewna bukowego, orzechowego i niektórych odmian mahoniu ponieważ są to gatunki drewna o zwartym usłojeniu w które nie wnika farba.

 

Jak cenne są antyki?

Zapewne właściwie każdy człowiek posiada jakieś hobby. Zainteresowania mogą być poza tym bardzo różne – niektórzy kolekcjonują znaczki, inni kartki pocztowe, a jeszcze inni zbierają monety. Ostatnio jednakże coraz w ogromnej liczbie przypadków kolekcjonuje się antyki. Meble antyczne już od dawna były przedmiotem zainteresowań wielu ludzi i miały osobistych zagorzałych wielbicieli. W tym momencie jednak tego typu hobby staje się coraz popularniejsze, choćby z drugiej strony nadal uważane jest za coś nieszablonowego, a nawet dziwacznego.
Niektórzy traktują meble antyczne jedynie jako kolejne okazy w swych kolekcjach. Im bardziej znany i stary mebel, tym cenniejszy dla kolekcjonera, który pozyskanym zabytkiem może pochwalić się przed innymi zbieraczami. Ale, ze względu na gabaryty kolekcjonowanych przedmiotów, zbieranie antyków ma możliwość być dość kłopotliwe. Ciężko jest znaleźć tyle miejsca, gdzie można by przechowywać wszystkie meble. Prócz tego, kolekcjonowanie mebli antycznych nie jest zbyt niedrogim hobby. Zabytki te, ze względu na swoją historię, są częstokroć bardzo drogie, tym bardziej, że zdarza się, że posiadają ogromną wartość sentymentalną dla posiadacza.
Niemniej jednak, niektórzy wszyscy nie kolekcjonują antyków wyłącznie dla samej przyjemności z ich gromadzenia. Wytrawni kolekcjonerzy szukają wyłącznie najcenniejszych i najbardziej wyjątkowych okazów, które oprócz tego przekazują dużą wartość schludną. Takie meble są ozdobą mieszkań. Pełnią one nie tylko funkcję użytkową, są również bowiem oryginalnym elementem dekoracyjnym. Co więcej, tworzą niepowtarzalny klimat w danym wnętrzu. Pokój, w którym znajdują się meble antyczne, stwarza wrażenie rustykalnego, ale i ciepłego i przytulnego.

Szlacheckie naczynia

Naczynia, których używała szlachta

Kulawka, roztruchana, kawiornica i weriera. by dowiedzieć się, do czego służyły te niespotykane na dzień dzisiejszy naczynia, trzeba wyselekcjonować się w podróż po zamożnych domach dawnej Polski.

Cysorz to posiada klawe życie , a oprócz tego wyżywienie klawe – cytat z Andrzeja Waligórskiego sam ciśnie się na usta, gdy myślimy o zwyczajach zamożnej szlachty i arystokracji w dawnej Polsce. Pal sześć dawne rauty i popijawy opisywane przez wielebnego Jędrzeja Kitowicza, dzięki którym powstało powiedzonko: ,Za króla Sasa jedz i popuszczaj pasa”. Wystarczy zacytować wspomnienia Leona Potockiego z połowy XIX wieku. Oto opis dnia w bogatym dworze, w którym akurat przyjmowano gości. Najpierw kawa ze śmietanką, potem koło godziny dziesiątej wycieczka do apteczki, by posilić się kieliszkiem anyżówki i zakąsić pierniczkiem. Godzinę później kolejny kusztyczek nalewki i śniadanie: kołduny, bigos, kiełbasy, wędliny i ser. O drugiej obiad, o szóstej herbata z ciastem. Wreszcie o dziewiątej kolacja z pięciu potraw, żeby ,Cyganie się nie przyśnili”.

Na dobranoc jeszcze po kieliszku czegoś mocniejszego.

Prowadzenie tak wystawnego życia słono kosztowało, bo wyszukane musiały być i smakołyki, i zastawa stołowa. Dawno minęły czasy, gdy szlachcic zjawiał się w gościach z łyżką schowaną za cholewę, a przy stole posługiwał się przede wszystkim nożem i rękami. – Produkcja maszynowa w XIX wieku sprawiła, że na przeróżne sztućce i naczynia mogli sobie pozwolić już nie tylko najbogatsi – opowiada Joanna Paprocka-Gajek, kierownik Działu Sztuki muzeum w Wilanowie. – Oczywiście w domach chłopskich jedzono nadal drewnianymi łyżkami ze wspólnej miski, ale klasa średnia dbała już o nakrycie stołu. Stąd również błyskawicznie rozwinęła się etykieta związana z jedzeniem, a wraz z nią ukazały się wysmakowane przedmioty. Kto dziś pamięta, co to jest roztruchan lub weriera? Zapewne ani jedna osoba. Jak zauważa wilanowska kustosz, II wojna światowa i komunizm zabiły zasady polskiej kultury stołu.

Spróbujmy jednak odtworzyć ją co najmniej częściowo. Udamy się śladem zaginionych naczyń, których obecnie próżno poszukiwać na naszych stołach. Przewodnikiem zostanie pani Karolina Nakwaska z Potockich, autorka praktycznego poradnika ,Dwór wiejski: dzieło poświęcone gospodyniom polskim, przydatne i osobom w mieście mieszkającym” z 1843 roku.

Zasiad pierwszy

Zasiad to po prostu posiłek. ,Lekarze zagraniczni twierdzą, że co cztery godziny jadać jest najzdrowiej” – pisze pani Karolina. Początek dnia wyznacza ze 100% pewnością śniadanie. W polskich dworach chętnie podawano do łóżka poranną kawę. Służyły do tego specjalne serwisy, zwane z francuska soliter i tete-a-tete. 1-szy był dla jednej osoby, drugi dla dwóch. Gorącą kawę podawano w dzbanuszkach, które również miały spersonalizowane nazwy: egoista to ten zredukowany, jednoosobowy; marabut – większy. Do tego naczynie ze śmietanką, w bardzo wielu przypadkach zagęszczoną żółtkiem i zapieczoną w piecu z opłatkiem na wierzchu tak, żeby wytworzył się apetyczny kożuszek.

Zwyczaj pijania kawy w łóżku nie podobał się autorce ,Dworu wiejskiego”. Uważała, że jest aspołeczny, na dodatek niedużo ładny, bo żadna to radość pić kawę w rozgrzebanym łóżku. Proponowała więc śniadanie w rodzaju angielskim. Domownicy gromadzą się przy wspólnym stole nakrytym kolorowym obrusem, który ,mniej się wala”. Właściwie każdy ma przed sobą serwetkę i talerzyk z małym nożykiem do nabierania masła, miodu lub szynki, obok filiżankę. Na stole, tacach i salaterkach leży masło, zimne mięso w talarki krajane, sery oraz dodatkowo miód. Ten ostatni przechowywany bywał w szczególnym naczyniu, zazwyczaj w kształcie srebrnej czy platerowanej pszczoły ze szklanym brzuszkiem. Czasem na stole pojawiał się także kawior, oczywiście w metalowej kawiornicy ze szklanym wkładem. Do tego obowiązkowo specjalne łyżeczki.

W centralnym miejscu stołu stała ,kura” – urządzenie do gotowania jaj. Do owalnego naczynia wlewany był wrzątek z samowaru, na to szła blacha z otworami, na której leżały jaja. Kieliszki do nich, nazywane ,kokosznikami”, podawano razem z niewielkimi, srebrnymi łyżeczkami.

W bogatszych domach do śniadania ,daje się nadto ciasta, kotlety, konfitury itd”. Na śniadaniowe słodycze pani Nakwaska patrzyła niechętnie, twierdząc, że dużo lepiej podać je do obiadu. Nie tylko jest tak zdrowiej, ale i stół przystrojony łakociami ładniej wygląda. Angielskie śniadanie jadało się koło godziny dziesiątej. Drugie śniadanie, wyjaśnia Nakwaska, było po to, aby ,zapobiedz (red. pisownia oryginalna) pokątnemu spożywaniu różnych niezdrowych rzeczy, zapadanie do kuchni po jaki kąsek, albo do chowalni po łakocie”. Zwykle podawano wtedy szynkę, jaja, rosół, kartofle, naleśniki, kluseczki, śledzie, kawior oraz dodatkowo ,czekulada, kakao, inne mleko albo gramatka i polewka z piwa”.

Zasiad drugi

Wreszcie przychodził czas obiadu, który wedle stołowego savoir-vivre’u musiał być podany punktualnie i ogłoszony biciem w kuchenny dzwon. W pamiętnikach z epoki zachowało się wspomnienie o Eustachym Sanguszce ze Sławuty, który przeważnie robił się głodny jeszcze przed obiadem. Zakradał się wtedy do salonu, przesuwał wskazówki zegara i robił raban, że posiłek się spóźnia. Na szczęście wszyscy domownicy znali przypadłość niesfornego dziadunia i kuchnia czekała już w gotowości.

Stół w jadalni musiał być pięknie przystrojony: biały obrus, na nim zastawa. ,Miej na co dzień fajans, na dni uroczyste porcelanę białą gładką ze złoconymi brzegami” – zaleca praktyczna autorka poradnika. Najlepiej ozdobić go świeżymi kwiatami albo słodkimi wypiekami. Jeszcze sto lat poprzednio w bogatych domach dekorowano stół misternymi scenami rodzajowymi z cukrowych lub srebrnych i porcelanowych figurek. Nie podobało się to niektórym pasibrzuchom, co odnotował pamiętnikarz: ,Prawdziwy gastronom nie umie wykonywać dwóch rzeczy razem: dzielić uwagę swoją między galerię rzeźb i obiadem”.

Pomiędzy tej ,galerii rzeźb” w znaczącej liczbie sytuacji naczelne miejsce zajmowały roztruchany, wielkie, zdobne kielichy do miodu i wina – ze srebra, złota i kryształu, wysadzane drogimi kamieniami. Miały kształty zwierząt: sów, orłów, pawi czy gryfów. Priorytetową popularnością cieszyły się nautilusy, czyli wielkie kielichy, z czarą z prawdziwej muszli ślimaka morskiego. W szlachetne metale oprawiano również rogi nosorożca, orzechy kokosowe, a wręcz strusie jaja.

To natomiast pieśń przeszłości, w XIX wieku stół przystrajano o wiele skromniej. – Choć katalogi firmy platerniczych pełne były specjalistycznych sztućców i naczyń, nikt nie kupował tych wszystkich cudów – zauważa Joanna Paprocka-Gajek. Trochę sprzętu jednak należy było mieć, bo uroczysty obiad wedle Karoliny Nakwaskiej składał się z zupy, pasztecików, sztuki mięsa, jarzyny, pieczystego, mącznika (ciasto lub makaron) i wetów (słodycze). Już wówczas na dobre przyjął się francuski obyczaj, aby dania trafiały na stół w określonej kolejności. Uprzednio przez kilka wieków wszelkie podawano jednocześnie.

Każda potrawa miała własne naczynie. I tak czyste zupy przynoszono w buluarach podobnych do samowaru, te bardziej treściwe w zdobionych wazach, przykładowo zupę rakową w porcelanie zdobionej figurkami skorupiaków. Do nabierania niektórych warzyw, choćby szparagów, służyły specjalne szczypce. Platerowe patery z mięsem miały przykrywki i wyjmowany metalowy wkład, co ułatwiało mycie.

Rewolucyjnym wynalazkiem okazały się fajerki – metalowe podgrzewacze, na których stawiano naczynia. Dzięki nim jedzenie nie stygło. Do mięsa podawano sosy w sosjerkach: en navette (w kształcie łodzi z bocznymi uchwytami) lub en casque (przypominające odwrócony hełm z szerokim wylewem i wygiętym uchem) – często miały podwójne ścianki, między które służba wlewała gorącą wodę, by utrzymać ciepło. Ten typ nazywano argyle.

Do obiadu szlachta popijała na pewno wino przechowywane w specjalnych metalowych pojemnikach do chłodzenia. W inwentarzu sporządzonym po śmierci księcia Józefa Poniatowskiego znalazła się ciekawa pozycja: ,5 egzemplarzy blaszek srebrnych z łańcuszkami do zawieszania ich z kartkami na butelkach do wskazania gatunku wina”. Trunek piło się w misternie zdobionych kieliszkach. One także musiały być schłodzone, w naczyniu zwanym werierą. Był to rodzaj miski z porcelany albo metalu o ząbkowanych brzegach. Między ząbki wkładano nóżki kieliszków tak, żeby czasze chłodziły się w zimnej wodzie. Z dawnych lat zachował się gdzieniegdzie zwyczaj stawiania na stole kulawki – kielicha bez nóżki. Gospodarz i goście spełniali z nich toasty, z oczywistych powodów wino musieli wypić do dna. W muzeum w Wilanowie znajduje się bardzo ciekawy rodzaj kulawki, zwanej moździerzem – to zrobiona ze szkła armatnia lufa, stąd nazwa.

– Coraz ważniejsze stawało się nie tylko wykwintne podanie potraw, ale także higiena – zauważa kustosz z wilanowskiego muzeum. – Stąd też po każdym kolejnym daniu służba omiatała stół z okruszków specjalną szczoteczką (jest taka w wilanowskich zbiorach) i rozdawała nowe sztućce. Tych zaś mogło być całe mnóstwo: od widelczyków do raków, ostryg czy śledzi, poprzez szufelkowate łyżeczki do sera i małe do kompotu, aż po nożyki do masła. – W katalogach można znaleźć na przykład łyżeczki do jagód, ale nigdy nie spotkałam takiego przedmiotu w antykwariacie – mówi Joanna Paprocka-Gajek.

Zasiad trzeci

Obiad kończył się zazwyczaj, gdy podawano słodkości i kawę. Wiele godzin w późniejszym czasie nadchodził czas podwieczorku. Karolina Nakwaska, gorąca przeciwniczka późnych kolacji (najadanie się na noc jest niezdrowe), proponowała, żeby podwieczorek był ostatnim posiłkiem.

Najpierw szlachta piła herbatę. Komplety do ziołowego naparu składały się w większości sytuacji z dwóch imbryków: płaskiego i wysokiego. W pierwszym parzono ciemną, indyjską herbatę, w drugim jasną chińską. Nalewano ją bez wątpienia do filiżanek, tylko chłopcy i dziewczęta starsze piły napar z tak zwanego trembleuse (od francuskiego ,trembler”, co oznacza ,trząść się”, bo starszym ludziom w ogromnej liczbie przypadków trzęsą się ręce) – czarki z dwoma uchami na bardzo głębokim spodku. Herbatę słodzili wszyscy, więc na stole pojawiały się cukiernice ze specjalnymi szczypcami.

Na podwieczorek podawano głównie ciasta i owoce. Przydawały się zatem widelczyki do wypieków, łyżeczki do melona czy arbuza, niemniej jednak również łyżki do cukru pudru. Szeroki czerpak, dziurkowany niczym małe sitko, ułatwiał posypanie ciasta albo owoców. Zdarzały się także pojemniki na cukier puder przypominające duże solniczki. Również konfitury serwowano w charakterystycznych naczyniach – szklanych, w metalowej oprawie, z przykrywką. Na ogół miały specjalne uchwyty, w które wkładano łyżeczki do nabierania. ,Turecki zwyczaj dzielenia się jedną łyżeczką jest wszakże nieznośny” – pisze pani Karolina.

Towarzystwo zajadało się również tostami – podgrzane chlebki trafiały na stojaki – serami i miodem. Nierzadko dla kurażu podawano kieliszek nalewki, którą przechowywano w karafkach, a te niekiedy stały w specjalnej metalowej ramie, której górna część dociskała korek. By ją wyeliminować, powinno się było otworzyć kluczem miniaturowy zamek.

Tak pokrzepieni domownicy spieszyli do ostatnich zajęć, by wkrótce udać się na spoczynek. W niektórych domach czekała jeszcze kolacja: trzy-cztery potrawy mięsne i mleczne, na przykład nóżki cielęce, kasza na mleku i zimna pieczeń. A następnego dnia wszystko zaczynało się od nowa.

Dobrze, dobrze być cysorzem… albo choćby polską szlachtą XIX wieku mieszkającą w wiejskim dworku.